marusza

  • O mnie
  • RSS

Kategorie

    Linki

      Sylv
      Lor
      Cam
      Dej
      Mi
      Fora
      Terek
      Nadja
      LuLu
      Chała z allegro
      Dla drajwerów
      Koszmarki
      Jaka to mielonka
      WalpDrive
      KW
      SO
      Oposiatka

    Archiwum


      2012:
      april
      march
      february
      january

      2011:
      december
      november
      october
      september
      august
      july
      june
      may
      april
      march
      february
      january

      2010:
      december
      november
      october
      september
      august
      july
      june
      may
      april
      march
      february
      january

      2009:
      december
      november
      october
      september
      august
      july
      june
      may
      april
      march
      february
      january

      2008:
      december
      november
      october
      september
      august
      july
      june
      may
      april
      march
      february
      january

      2007:
      december
      november
      october
      september
      august
      july
      june
      may
      april
      march
      february
      january

      2006:
      december
      november
      october
      september
    • trzysta dwudziesta pierwsza 06 March 2012 23:30

      Pierwszy raz chyba robię takie coś w życiu. W sensie ze dodaje notke siedzac sobie w pracy, bez komputera, 
      z telefonem w ręku.W lutym grane było Miami i spółka. Ameryka to brud i syf. A na widok McD dalej zbiera mi się na 
      zwrócenie śniadanka sprzed komunii. Bylam, zobaczylam i wiem, że nie ma jak w domu i jak nasze polskie 
      schabowe i bigos. Jeżdżę, dalej jeżdżę. Chce zmienić prace, tylko czasu brak na szukanie nowej. 
      Szykuje się na podbój Hiszpanii w kwietniu. Chyba zostanę podróżniczką.
       W życiu nic się nie zmieniło. No może oprócz tego ze długa walka z kilogramami poszła się chędożyć 
      bo a) rzuciłam fajki b) obżerałam się w Miami. 
      Znow walcze, znów brakuje tylko trochę i znów jest to najtrudniejsze.

      comments (0)

    • Trzysta dwudziesta 11 January 2012 11:16

      Dzień dobry, witam w Nowym Roku, a niedługo to nawet w Nowym Yorku będę witała. Tak, wybieram się, ale na krótko, nie na zawsze. A czasem to nawet szkoda, że nie na zawsze. Na wadze dziś rano 64,5. To przez weekendowe narty i Krynicę Zdrój. W restauracji wydałam tam 100 złotych i ledwo podnosząc się z krzesła wyszłam zdegustowana twierdząc, że dobre, dużo, ale cholera, co tak drogo. Oj działo się działo, najwięcej w moim brzuchu. Pomidorówka, kwaśnica, piwo zimne, piwo ciepłe ze sokiem, grzaniec, ryba, pierogi, schabowy (najważniejszy, być w górach i nie zjeść schabowego...), lody, KFC, oscypki, woda uzdrawiająca z pijalni Krynickiej...
      Mój trzeci sezon na nartach wypadł całkiem nieźle na początku - dwa wywalenia, raz podciął mnie snowboardzista, nogi bolały mnie dopiero trzeciego dnia, nie złamałam sobie nic, nie rozerwałam spodni na tyłku itp. Aczkolwiek raz spodnie mi przeciekły (na suwaku odpinającym szelki, z tyłu) i jeździłam z mokrą dupą. I teraz siedze i zasmarkuje tony chusteczek. Eh, czego się nie robi by być sławnym. 

      Nowy rok zaczął się fatalnie - drugiego stycznia, z samego rana auto służbowe odmówiło posłuszeństwa. Dali drugie auto, które za 3 godziny tez odmówiło posłuszeństwa, a w zasadzie to stanęło na środku skrzyżowania i zaprotestowało. 
      Na szczęście pod koniec tygodnia wzięłam i wyjechałam. I co? I auto prywatne też kuleje. Na szczęście do Krynicy i z powrotem dojechało. 
      Wczoraj znów popsuło się ulubione moje auto służbowe. 
      Dżizas krajz. 

      teraz powinnam uczyć się do egzaminu z ekonometrii, ale szkoda czasu, bo po przeczytaniu trzech zdań ja już nie wiem, o czym jest ten przedmiot.

      Żyję tylko wyjazdem za miesiąc. Już za miesiąc, już Miami czeka. 

      Teraz się odchudzam żeby dobrze wyglądać w stroju kąpielowym, no ale jak można dobrze wyglądać w stroju kąpielowym, jak się waż 64, 5 kilo....

      EDIT:
      No i zapomniałam podsumować 2011.
      Styczeń to wyjazd do Austrii i piękne Alpy z grzanym winem i szfajnekotletem na cały talerz oraz miłość do teatrów, szczególnie Buffo, gdzie Nataszka śpiewała po włosku <3. W styczniu także pożegnałam się (ale jak widac tylko na jakiś czas) z ownlogiem i przeszłam sobie na vitalię, gdzie przy wadze 84 kilo zaczęłam odchudzanie.
      Luty to odmawianie sobie jedzenia, szczególnie McD, KFC i innych takich tam. A w NewYorkerze zmieściłam się w coś rozmiaru XL. Byłam wniebowzięta. Zeszłam wtedy z kilogramami do 76.  :)
      Marzec to odnowa biologiczna czyli dieta i zapierdol w górach. I ostatniego dnia diety porzygałam się przy trasie Krynica-Nowy Sącz :) W marcu równiez zaczęłam pracę jako kierownica i od razu dostałam ataku kolki nerkowej. Ogólnie miesiąc zakonczyłam z wagą 71 kilo.
      Kwiecień to bez rewelacji, 68 na wadze.
      Maj - Sopot, molo  i moje 10 punktów karnych, ale nie dałam się, gonili mnie na kogutach dobre pare kilometrów. 68 na wadze, wyglądam coraz lepiej.
      Czerwiec i Lipiec nie pamiętam, ale za to w sierpniu wróciłam z chorwacji z wagą 74 kilo :P
      We wrześniu znów było 66.
      W październiku 64 i Turcja. I znów waga w górę.
      Od listopada motam się pomiędzy 64 a 63 i nie moge zejść niżej. Oczywiście wymarzona waga to 55. I dopne swego, a jak!

      comments (0)

    • Trzysta dziewiętnasta 20 December 2011 17:41

      Mam problemy z odżywianiem. Trzeba to sobie jasno powiedzieć.

      comments (0)

    • Trzysta osiemnasta 19 December 2011 19:32

      Siedzę sama w domu. Zaraz powinnam iść spać, bo jutro muszę znów wstać o 3 w nocy. Szczerze mówiąc nie chce mi się spać. Trochę mi zimno.

      Zjadłabym coś.

      Czy wy też szalejecie po Kauflandach, kerfurach i rosmanach ? Te ludzie jakieś nawiedzone.

      Ja w 10 minut kupiłam prezent facetowi. On mi nie, biedak nie wie co. Wspominałam mu o nowym samochodzie ;)
      Stanie pewnie na perfumach za 20 złotych, bo "wydaje mi się ze ładne są".

      Już w sobotę wigilia. Nie mogę się doczekać, bo jestem ciekawa, jak na mój prezent zareagują rodzice.

      Tradycyjny spis prezentów:
      Mom - bluzka polo Burberry, biała z kratką na kołnierzyku i choco spoon
      Dad - koszulka Tommy Hilfiger, granatowo czerwona i ptasie mleczko czy inne coś w czekoladzie
      Boy - Nivea balsam po goleniu (podobno najlepszy) i maszynki trzyostrzowe ( też podobno najlepsze)

      Dużo osób nie mam do obdarowania, ale ciekawa jestem reakcji rodziców.

      comments (1)

    • Trzysta siedemnasta 07 December 2011 18:59

      Blog to jednak dobra rzecz. Właśnie przed momentem zajrzałam do innych grudniów w archiwum by przypomnieć sobie co robiłam rok temu i w poprzednich latach i co dostałam na mikołajki lub na gwiazdkę. W tym roku dostałam coś zajebistego, coś z czym kojarzy mi się dzieciństwo i z czym nie miałam do czynienia od wielu wielu lat. To był naj naj prezent od nie wiem jakiego czasu. Mowa o
      Tak, to był strzał w dziesiątkę. Do tego dostałam jeszcze pierniczka i aniołka, ale chuj z tym pierniczkiem i tym aniołkiem, teraz liczy się tylko Milky Way. Zęby mnie już bolą od tej czekolady, ale chuj z zębami, liczy się ten smak i kanapki w pracy z kremem czekoladowym, o ja pierdole, ciesze się jak dziecko. 

      comments (0)

    ← Poprzednie →
    Copyrights © 2003 - 2011. ownlog.com | fotolog.pl
    • Szablon: maxbmx.ownlog.com
    • SEO: ageno.pl
    • Sponsor: CRM